Powrót

 

No właśnie, a czy jest jakiś konkretny czas, który jest odpowiednim i idealnym momentem na ślub? Pojawiały się już wpisy na temat dobrych rad, wyboru obrączek i spotkania z rodzicami - ale żeby do tego wszystkiego doszło potrzebna jest decyzja, że to właśnie ten czas!

Jakby nie było najważniejszym czynnikiem, który pomoże podjąć decyzje jest - partner/partnerka. Co jak co ale bez tego ani rusz. Bycie z osobę, którą kochamy, jesteśmy z nią szczęśliwi, która daje i dostaje od nas wszystko co najważniejsze, prowadzi do rozważań na temat podjęcia kolejnego kroku. Ale czy zawsze? Czy są jakieś odgórne wytyczne, które pomogą i będziemy wiedzieli, że to właśnie już? A czy ślub w ogóle jest potrzebny? Patrząc na to co dzieje się z podejściem ludzi do tematu ślubu na przestrzeni lat, zaczynam się zastanawiać czy ślub to nadal krok cementujący związek. Absolutnie nie mam na myśli aby zrezygnować ze ślubu ale ślub kościelny nie jest już jedyną drogą do wyrażenia myśli - „Tak, chce spędzić z Tobą resztę życia”.

Mamy na przykład ślub humanistyczny - jest to jedna z form zawarcia małżeństwa zastępująca ceremonię religijną, jest alternatywą dla osób, dla których ślub cywilny nie jest wystarczający i chcących nadać swojej uroczystości wymiar bardziej indywidualny. W przypadku ceremonii humanistycznej przysięga może zostać spersonalizowana – napisana przez młodą parę lub mistrza ceremonii.

Młodzi, zakochani wręcz zaślepieni miłością coraz szybciej podejmujemy dezycję o wspólnym życiu na dobre i na złe. Nie żyjemy już w czasach, kiedy to ktoś podejmuje za nas decyzję o ślubie i na dodatek wybiera nam kandydata/kandydatkę. Nasz los jest w naszych rękach. 

Absolutnie staż związku nie zapewnia podjęcia decyzji o małżeństwie bądź, idąc dalej, powodzenia w małżeństwie. Osobiście znam przypadki par, które rozstały się po 10 latach związku, w ciagu roku poznały nowych partnerów, podjeły decyzję o ślubie i założeniu rodziny i żyją długo i szczęśliwie. Znam też pary, które znały się rok, dwa i podjęły decyzje o ślubie bez wahania i też prowadzą ustabilizowane życie rodzinne. (Zobaczymy co będzie dalej ;))

Myśle, że na udany związek partnerski jak i związek małżeński nie ma jednej recepty. Każdy z nas jest inny, każdy z nas ma inne potrzeby i poglądy, każdy z nas z wiekiem się zmienia. Małżeństwo możemy porównać do pracy zawodowej. W pewnym momencie przychodzi wypalenie i to do nas należy decyzja czy postanowimy się rozwijać (zacząć pracę nad związkiem) czy postanowimy odejść (znaleźć coś nowego, pozornie atrakcyjniejszego).

Należy pamiętać, że związek to ciągła praca! Kiedyś określenie mojej babci „trzeba się dotrzeć” było dla mnie komiczne i nie zrozumiałe ale teraz już wiem co chciała mi powiedzieć. Trzeba o siebie dbać, szanować się, nie poddawać się, walczyć i ciągle „pracować” nad relacją, która ma nam towarzyszyć aż do końca.

Zatem chyba nie ma właściwego momentu więc jeżeli czujecie, że macie przy sobie tego jedynego/tą jedyną to bierzcie się do planowania ślubu! :)

 

DO USŁYSZENIA!